//////

W NOWYM JORKU

W Nowym Jorku w Metropolitan Opera’ zespół po raz pierwszy pokazał swą nową wersję Eu­geniusza Oniegina Czajkowskiego, dyrygowaną przez Aleksandra Łazariewa, w reżyserii Borysa Pokrowskiego i z dekoracjami Walerija Lewentala (Pokrowski zmierzył się z Eugeniuszem Onieginem w „Bolszom” po raz drugi inscenizację poprzednią, przygotowaną przezeń jeszcze w r. 1944, oglądali­śmy w swoim czasie i w Warszawie). Teatr Wielki wiózł do USA także inne niedawne prace tercetu Łazariew-Pokrowski-Lewental: Mladę Rimskiego- Korsakowa i Dziewicę Orleańską Czajkowskiego. Oprócz Nowego Jorku (12 przedstawień, ceny biletów od 15 do 135 dolarów) artyści z Moskwy odwie­dzili też Waszyngton. W tych samych dniach Leningradzki Teatr Opery i Baletu im. Kirowa finalizował innego rodzaju, lecz może jeszcze bardziej frapujące międzynaro­dowe przedsięwzięcie.

JUBILEUSZOWY WIECZÓR

Z okazji jubileuszowego wieczoru ujawniono i to, że Rożdie­stwienski w domowym zaciszu obcuje z muzyką i jako kolekcjoner, zbierając poświęcone swej ulubionej dziedzinie sztuki znaczki pocztowe, – zabawki i dzieła malarskie. Na uroczysty koncert goście zaczęli zjeżdżać do Wielkiej Sali Konserwa­torium już przed szóstą. W trzech punktach foyer grały zespoły kameralne złożone z muzyków orkiestry jubilata, a sam maestro, ulokowawszy się pod sławnym płótnem Ilji Riepina Kompozytorzy słowiafccy, z dostojeństwem przyjmował gratulacje, kwiaty i okolicznościowe upominki. A kogóż wśród gratulujących nie było! Przyszli i koledzy-dyrygenci, i pianiści (Pietrow, Ba­szkirów), i muzykolodzy (Tarakanow, Zadieracki), i ministrowie (Gubienko), i dyplomaci (ambasador USA Matlock); podchodzili do mistrza i zwykli śmiertelnicy, po złożeniu życzeń prosząc o autograf na wydanym z okazji uroczystości specjalnym programie, z interesującym tekstem Manaszyra Jaku­bowa.

PRACOWITOŚĆ I TALENT

Kiero­wał też Wielką Orkiestrą Symfoniczną Telewizji i Radia ZSRR, był głównym dyrygentem Moskiewskiego Kameralnego Teatru Muzycznego Borysa Pokrowskiego, od 1982 r. zaś stoi na czele utworzonej przez siebie Orkiestry Mini­sterstwa Kultury Związku Radzieckiego. Znajdował również czas na prowa­dzenie orkiestry Filharmonii Sztokholmskiej (była to pierwsza stała praca radzieckiego dyrygenta za granicą), londyńskiej BBC, Wiener Symphoniker. Niewiarygodna pracowitość i wielki talent Rożdiestwienskiego owocowały olbrzymią liczbą znakomitych nagrań: są wśród nich rejestracje wszystkich symfonii Schumanna i Brucknera, Czajkowskiego i Głazunowa, Rachmanino­wa i Sibeliusa, Prokofiewa (za które to nagranie otrzymał kilka płytowych wawrzynów) i Szostakowicza, a także wszystkich baletów Czajkowskiego i – wraz z małżonką, pianistką Wiktorią Postnikową – wszystkich koncertów fortepianowych Rachmaninowa.

W RAMACH CYKLU

Cyklów abonamentowych podobnie jak w sezonie bieżącym będzie aż 104, z blisko pięciuset koncertami. Numer 104 nosi cykl chopinowski, w którym grać mają Natalia Truli, Tatiana Fiedkina, Tatiana Pikajzen i Arkadij Sewi- dow. W ramach innych cykli chopinowskie recitale dadzą m.in.Wladimir Krajniew, Jewgienij Mogilewski, Naum Sztarkman, Anna Malikowa. Odręb­ne abonamenty poświęcone będą także muzyce Bacha, Mozarta (200-lecie śmierci), Beethovena, Szostakowicza (85 rocznica urodzin). Ceny pozostają bez zmian, tj. na poziomie już niemal symbolicznym – od niespełna dwóch do piętnastu rubli za cykl. A za nie mniej symboliczny fakt uznałbym widok, na który można było w Moskwie natknąć się jesienią i zimą – dwóch fleci­stów i fagocistę grających przed zasłuchanymi grupkami przechodniów Jana Sebastiana i Wolfganga Amadeusza w przejściach podziemnych i westybu­lach stacji metra; widok ów dał nawet tytuł obszernemu esejowi sumującemu obecną sytuację w radzieckiej muzyce, pomieszczonemu niedawno na ła­mach „Prawdy”. 

NA TLE DŹWIĘKÓW KOŁATKI

Na tle dźwięków drewnianej kołatki w rękach lidera zespołu bezgłośnie wygi­nał się i skręcał w symbolicznym tańcu inny drewniany instrument, złożony z kilkunastu czy kilkudziesięciu mniejszych elementów, a kształtem przy­pominający ni to węża, ni to dwugłowego ptaka… Aplauz był duży, a wśród bardzo licznej (niemal tysiąc osób) publiczności znalazł się kwiat moskie­wskiej krytyki. A przed filharmonicznymi kasami zaczęły się w kwietniu ustawiać kolejki po abonamenty na sezon 1991/1992. Nikogo tu one nie dziwiły, bo codzienny pejzaż Moskwy, co nasza prasa dostrzega raczej z rzadka, w nie mniejszym, aniżeli mityngi i pogoń za zakupami, stopniu wciąż określają wypełnione teatry, tłumy na wystawach, czytelnicy literatury pięknej nawet w metrze. 

TAJEMNICZY FINAŁ

Otwierały kompozycję Kalimba, krotale i tam-tamy – impresyjna, cicha i delikatna etiuda Mikołaja Korndorfa, potem następowały fragmenty zatytułowane Znikając… oraz.. .to długi sen pióra kolejno Wiktora Jekimowskiego i Władysława Szuta, dalej tajemniczo-elegijne w nastroju Quartetto per archi Władimira Tarnopol­skiego z przesuwaniem smyczków wzdłuż krawędzi ksylofonów, potem osti- natowe, napięte Lamento na kotły Władimira Martynowa, następnie grotesko­wy, z elementami teatru instrumentalnego i cyrkowymi rekwizytami Iluzjon Aleksandra Raskatowa, dalej Misterium LuigiegoAleksandra Wustina. Finał stanowił tajemniczy fragment Sofii Gubajduliny, zatytułowany Czy nas sły­szysz, Luigi? Oto taniec, który wykona dla Ciebie zwyczajna grzechotka.

Zakupy jako sposób spędzania czasu

W obecnych czasach, kiedy pracujemy coraz więcej, dużo tez czasu spędzamy w korkach samochodowych, jadąc do pracy i z niej wracając, tego wolnego czasu jest coraz mniej. Jednak nieodłączną sferą życia większości z nas jest zadbanie o to, by w domu była pełna lodówka, a w szafie duży wybór różnych ubrań i dodatków do nich. Dlatego nieodłącznym aspektem życia są zakupy – co ciekawe, dla dużej części naszego społeczeństwa stały się one formą spędzania dużej ilości wolnego czasu, swojego rodzaju hobby. Umożliwiają to zwłaszcza duże centra handlowe, wielkopowierzchniowe, gdzie przez wiele godzin możemy chodzić i oglądać różnego rodzaju produkty, a i tak mamy niedosyt, wrażenie, ze ominęliśmy coś interesującego, jakąś wyjątkową okazję cenową. Na takie zakupy wybierają się często całe rodziny – jest to wtedy jakby wypad integracyjny, gdzie każdy może znaleźć cos dla siebie, zrealizować swoja pasje, a przy tym jesteśmy razem z rodziną. Wiele osób, już nie tylko kobiet, traktuje wyjścia na zakupy jako element psychoterapii, mającej nam poprawić samopoczucie skaleczone w jakikolwiek sposób.

Tags: ,

Zakupy wygląd to w życiu przecież nie jest najważniejsze

Ludzie zazwyczaj mówią, że potrafią zachować się w sklepie, mają silną wolą, jednak zazwyczaj mija się to z rzeczywistością. Mianowicie w galeriach, szczególnie mowa tu o ubraniach jest naprawdę szeroki wybór przepięknych rzeczy. Wygląd w dzisiejszych czasach bez wątpienia stanowi ważne miejsce. Niektórzy wręcz kierują się prezentacją zewnętrzną, trzeba sporo zainwestować, aby takową przedstawić. Ludzie nawet sobie nie wyobrażają ile wydają w ciągu roku, zakupy są po prosu codziennością, dla wielu wręcz obowiązkiem. Należy przestrzegać się nadmiernego korzystania z galerii handlowych, ponieważ nadmiar jest najlepszym krokiem do uzależnienia. To naprawdę poważna sprawa, ofiar powyższego nałogu jest coraz więcej. Najwyższy czas coś z tym zrobić, gdyż jest to taka sama choroba jak chociażby alkoholizm. Społeczeństwo funkcjonuję w takich a nie innych czasach, dlatego właśnie nie pozostaję nic innego jak po prostu nauczyć się walczyć z niektórymi czynnikami, w tym przypadku z wieloma pokusami.

Tags: , ,

Czy tylko cena liczy się na zakupach?

Cała specjalistyczna literatura dotycząca problemu zakupów może pisać co chce, ale i tak nie wygra z pewnymi określonymi przyzwyczajeniami konsumentów. Niska cena od zawsze była w świadomości Polaków jako punkt kluczowy w trakcie dokonywania zakupów. Trudno jest z taką tendencją rywalizować, ale należy się przynajmniej zastanowić czy faktycznie cena towaru jest warta, aż takiego poświęcenia. Przedsiębiorcy są bardzo sprytni w tej kwestii. Często produkty tanie bardzo szybko się kończą i trzeba ponownie iść do sklepu, aby je zakupić. Po analizie częstotliwości wykonywania zakupów okazałoby się w przeważającej części przypadków, że lepiej jest kupić coś raz, ale bardzo dobrego po stosunkowo wyższej cenie niż cały czas odnawiać dany towar. Cena to na pewno nie jest rzecz, o którą trzeba dbać na zakupach. Jakość jest jeszcze jednak w Polsce niedoceniania i pewnie nieprędko to się zmieni. Przykład z artykułu powinien ci jednak uzmysłowić logikę zachowania. Podsumowując cena to na pewno bardzo ważny punkt na zakupach, ale jak widzisz liczą się też często inne rzeczy. Pamiętaj o nich idąc kolejnym razem na zakupy. Dzięki temu poprawisz efektywność swojego życia.

Tags: ,

Zakupy tradycyjne

Tradycyjne zakupy są chyba najbardziej rozpowszechnioną formą zakupów. Niestety czy nam się chce czy nie to każdy minimum raz w życiu na takich zakupach był, bo są produkty, których niestety mimo szczerych chęci nie moglibyśmy kupić na różnego rodzaju portalach katalogach czy sklepach on line. Jednakże mimo wszystko te zakupy mają swój jakiś urok. Niejednokrotnie jest jedyną okazją by spotkać drugiego człowieka, zamienić z nim kilka słów. Jest wiele osób, które żyją samotnie i niestety nie mają takiej bratniej duszy, która by pomogła im miło spędzić czas. Niejednokrotnie te osoby niestety bardzo cierpią i nikt im w tym cierpieniu nie pomaga. Dlatego też nie uważajmy zakupów za coś niedobrego, za zło konieczne. Przecież bez nich nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. Skąd mielibyśmy pożywienie czy też różnego rodzaju napoje. Czasami jest tak, ze wielokrotnie każdy z nas chce jak najlepiej nad tym wszystkim zapanować, by było wszystko dobrze, aczkolwiek niestety tak się nie da.

Tags: ,

ŚWIADKOWIE PIERWSZEGO SPEKTAKLU

Przygotowaną wspólnie z londyńską Covent Garden i paryską Općra-Bastille premierę Wojny i pokoju Prokofiewa. Świadkami pierwszego spektaklu w Leningradzie 13 lipca byli nie tylko ci, którym udało się tego dnia dostać do gmachu Teatru, lecz także miliony telewidzów, i to zarówno w Związku Radzieckim, jak i – za sprawą BBC – w wielu innych krajach. Po pewnym okresie eksploatacji w grodzie nad Newą przedstawienie pokazywane będzie w siedzibach dwóch pozostałych „koproducentów”. Przy tym wszystkim jest to także bodaj pierwsza w scenicznych dziejach opery prezentacja jej pełnej wersji – przedzielony jedną tylko przerwą spektakl trwa blisko pięć godzin. 

SZCZEGÓLNA AURA

Szczególną aurę miała pierwsza część wieczoru, w czasie której Verret śpiewała pieśni z cyklu Miłość i życie kobiety Schuman­na i pieśni Ryszarda Straussa; w drugiej zabrzmiały, podane z niezwykłym temperamentem, dowodząc wszechstronności uzdolnień artystki, pieśni an­gielskie i hiszpańskie, negro spirituals, arie włoskie. Jakby w rewanżu za wspomniany festiwal amerykański w końcu czerwca udał się do USA moskiewski Teatr Wielki. Zaoceaniczna wizyta 450-osobo- wego zespołu stała się możliwa m.in. dzięki pomocy Ministerstwa Obrony ZSRR, które udostępniło trzy wielkie samoloty transportowe do przewozu dekoracji.  Niecodzienność toumće wyrażała się w tym, że w jego toku miała miejsce pierwsza w dziejach Teatru premiera za granicą. 

UROK OSOBISTY ŚPIEWACZKI

Następnego (po pamiętnym występie Richtera i Rostropowicza) dnia, w sa­li Centralnego Muzeum Kultury Muzycznej im.Glinki odbył się recital Shirley Verret – jedna z ostatnich imprez monumentalnego, trwającego niemal pół roku festiwalu muzyki amerykańskiej w ZSRR, organizowanego pod hasłem „Tworzymy muzykę razem” w Moskwie, Leningradzie, Kijowie i Saratowie. Verret, która przyjechała do Moskwy w przeddzień swych 60. urodzin, okazała się w formie zupełnie rewelacyjnej – i dala jeden z najpiękniejszych recitali wokalnych, jakie zdarzyło się mi kiedykolwiek usłyszeć. I nie było wiadomo, co podziwiać bardziej: czy wspaniałą technikę, czy głębię interpretacji, czy wyczucie stylu, czy silę aktorskiego wyrazu, czy wreszcie dostojną urodę i osobisty urok śpiewaczki.

POWRÓT DO PARYŻA

A Rostropowicz natychmiast po koncercie wracał do Paryża, by nazajutrz asystować przy uroczystościach zaślubin swej córki, wiolonczelistki Olgi. Młodej parze ślubu udzielał Jacąues Chirac, potem miała miejsce ceremonia w paryskiej cerkwi prawosławnej, wreszcie raut na pół tysiąca osób w salach Grand Općra. W Moskwie zaś w owych dniach rozwożono do księgarń pier­wszą radziecką edycję autobiografii Galiny Wiszniewskiej – opasły, luksusowo wydany tom o stutysięcznym nakładzie i sporej jak na tutejsze obyczaje cenie 30 rubli. Orkiestra Spiwakowa zaś po moskiewskim występie zapewne wracała do Hiszpanii, gdyż tam właśnie (bodaj w Oviedo) zaangażowała sie teraz na dłuższy kontrakt.

NA ZAKOŃCZENIE WIECZORU

Richter gra jakby wyposażony w jakąś nową nadświadomość, w wiedzę i odczucia bardzo już odległej od codzienności, niemalże nieziemskiej proweniencji. Dostroił się do tego klimatu Mścisław Rostropowicz, partii solowej w Wariacjach na temat rokoko Czajkowskiego nadając rysy bolesnego dramatyzmu, a potem wręcz genialnie wykonując sarabandę z jednej ze suit wiolonczelowych Bacha. Po Richterze i Rostropowiczu wszystko to, co następnie zagrali znakomici skąd­inąd „Wirtuozi Moskwy” Władimira Spiwakowa, było już mniej ważne (a przedstawili Symfonię g-mołł KV 550 Mozarta i AdagioAlbinoniego). Na zakończenie wieczoru w tyle estrady z wolna, jeden po drugim, unieśli się z krzeseł zasiadający tam przez cały czas i odziani w zwykle codzienne stroje chórzyści z Litwy, by wspólnie z orkiestrą wykonać Lacrimosa z mozartowskiego Reąuiem.

NA SAMYM POCZĄTKU

Już na samym początku określił ją Światosław Richter – wyko­naniem sławnej Fantazji c-moll KV 475 Mozarta, utworu, który w swej mo­nografii o kompozytorze Gieorgij Cziczerin nazwał „nowym światem w pełni swej mocy”, „odkryciem drogi, po której pójdzie Beethoven i inni”. Głębia treści, niezmierzone pokłady uczucia, zaiste romantyczny już tragizm, jakie wspaniale uwydatnił w tym dziele Richter, nieomal wmurowały słuchaczy w fotele. Mozart zdał się w tej interpretacji demiurgiem odsłaniającym niezna­ne dotąd tajemnice przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, zstępującym w nieosiągalne dotąd otchłanie. Nie mogłem oprzeć sie wrażeniu, że powróci­wszy na estradę po kolejnej dłuższej przerwie w występach. 

NAWIĄZANIE DO TRADYCJI NIEMIECKIEJ

Wyłącznie do tradycji niemieckiej nawiązał młody Władimir Tarnopolski, twórca, na którego muzykę – sądząc także po innych przedstawionych przezeń ostatnio utworach – radzę zwrócić baczną uwagę. Kompozycja zatytułowana Natalii Roźdiestwienskiej i jej domowi sta­nowiła w pierwszej swej części dialog skrzypiec (których partia obficie cyto­wała Miłość i tycie kobiety Schumanna) i fortepianu, w drugiej zaś – kantatę, z tekstem powtarzającym napis na willi Wagnera, do której ów wprowadził się, jak powiedziano… dokładnie 4 maja przed stu dwudziestu laty. Wreszcie na zakończenie tej części wieczoru jeszcze raz zabrzmiało „Mnogaja leta”, tym razem w. utworze Rodiona Szczedrina – napisanym na chór, fortepian i dzwony, pozostającym w nurcie obecnych „neoruskich” zainteresowań kom­pozytora, szczególnie ciekawym w swym początkowym, ruchliwym, o orygi­nalnej rytmice, epizodzie fortepianowym.

PRAWYKONANIE SPECJALNE

Potem już przemówiła muzyka; odbyło się prawykonanie specjalnie na tę uroczystość napisanych trzech dzieł wybitnych radzieckich kompozytorów. Choć były to zaledwie okolicznościowe miniatury, trwające nie dłużej niż 5 do 8 minut, w każdym przypadku mieliśmy do czynienia z kompozycją znako­mitą, w pełni godną swego twórcy. Co ciekawe, wszystkie mniej lub bardziej wyraziście nawiązywały do tradycji, i to bądź rosyjskiej, bądź niemieckiej. Rozpoczął piękny Kant uroczysty Alfreda Sznitkego na skrzypce, fortepian, chór i orkiestrę ze słowami cerkiewnych życzeń „Mnogaja leta!”; w swych głębokich pokładach odwoływał się trochę do muzyki staroruskiej, trochę do zachodnioeuropejskiego baroku.